Staś Konieckiewicz to śliczny 5 -letni chłopiec, które serce czeka na pomoc. Mieszka w Starym Garnowie w gm. Gołymin.  Kontrola saturacji, sprawdzanie ciśnienia, ograniczanie wysiłku do minimum. Wiecznie pod nadzorem konieczność rezygnacji z dziecięcych zabaw i beztroski. A wszystko po to, by życie, o które trwa walka od wielu lat, nie zakończyło się w ciągu kilku minut. Tak wygląda życie małego chłopca i jego rodziny. Chłopiec ma wadę serca – Tetralogia Fallota.  W walce o zdrowie pomóc mu może operacja korekcji wady serca u prof. Carottiego w Rzymie. Obecnie chłopiec czeka na wyznaczenie terminu operacji, niestety nastąpi to dopiero, aż zostanie wpłacona odpowiednia kwota na konto Szpitala. W związku z tym prowadzona jest zbiórka. Każdy kto by chciał pomóc Stasiowi w walce z chorobą może wesprzeć zbiórkę. Poniżej podajemy link:  https://www.siepomaga.pl/operacja-stasia

Potrzeba blisko 137 tys. zł. 

” Jego pojawienie się na świecie miało być spełnieniem kolejnego marzenia. Ciąża, związana z nią ekscytacja i pełne nadziei oczekiwanie. W 23 tygodniu cios, z którego myślałam, że nigdy się nie podniosę… USG, standardowa kontrola i informacja od lekarza, że podejrzewa wadę serca. Jedna myśl, która przesłoniła wszystko: moje dziecko jest w niebezpieczeństwie! Nie wiedziałam, co robić, jak go ratować skoro jest jeszcze w brzuchu? To był moment, w którym wszystko inne przestało mieć znaczenie. Moje ciśnienie wzrosło tak bardzo, że lekarz zaczął żałować, że przekazał mi wiadomość w ten sposób.

Resztę ciąży pamiętam trochę jak przez mgłę. Badania, testy genetyczne, czytanie na temat choroby i poszukiwanie rozwiązania. Byłam przerażona niektórymi informacjami. Nagle, coś co było dla mnie zupełnie odległe, stawało się coraz bardziej upiorną rzeczywistością. Bałam się, że jego życie zakończy się, zanim zdążę pokazać mu świat…

Poród to coś, co mnie przerażało, ale nie mogłam się go doczekać. Nasze pierwsze spotkanie to początek trudnej drogi. Tetralogia Fallota to skomplikowana wada utrudniająca maluszkowi powitanie ze światem. Chore serduszko szybko zaczęło się poddawać. Staś miał zaledwie 11 dni, kiedy został poddany pierwszej operacji. Cewnikowanie serca, by dalej biło. Mnóstwo rurek wokół malutkiego człowieka, kilkanaście dni na OIOMie, możliwość obserwowania wyłącznie przez szybę. Najbardziej bolało to, że nie mogę go dotknąć, przytulić, pogłaskać. Przez tyle czasu byliśmy połączeni, a później rozdzieleni w najgorszy możliwy sposób, przez chorobę zabierającą mu oddech.

Długo nie można było nic zrobić. Tętnice Stasia były tak cienkie, że narzędzia lekarzy pozostawały bezużyteczne. Usłyszeliśmy, że nie da się zespolić nitki z zapałką. Igła chirurgiczna była szersza niż naczynia krwionośne. Minęły ponad 2 lata. W końcu się udało, w 2017 roku, została przeprowadzona operacja zespolenia. Niestety, pojawiły się komplikacje, szybko została wykonana reoperacja. To wystarczyło na chwilę, serce synka znów jest bardzo słabe. Polskie ośrodki proponują te same, tymczasowe rozwiązania, a my potrzebujemy leczenia, które uratuje jego dziecięce serduszko… Naszą jedyną nadzieją jest operacja w Rzymie, pod okiem kardiochirurga Adriano Carottiego. Koszt tego zabiegu przekracza nasze możliwości, a ratunek jest w naszym zasięgu.

To jedyna szansa na to, by pożegnać problemy na zawsze. Staś z biegiem lat coraz bardziej widzi swoje ograniczenia. Czasem pyta, czy kiedyś będę taki jak inne dzieci. Nie wiem, co mu odpowiadać, bo on chciałby zmiany natychmiast. A ja modlę się o to, by pomoc dobrych ludzi pomogła nam dotrzeć do miejsca, w którym ratunek okaże się możliwy. Błagam, pomóżcie mi ratować synka! Jego małe serce walczy od pierwszego uderzenia. To, co wydarzy się dalej, jest też w Waszych rękach!

Był w naszej wspólnej historii czas, kiedy mój syn bał się codziennych zastrzyków. Kiedy widział, że się zbliżam się ze strzykawką, wpadał w panikę, zaczynał krzyczeć, rozpoczynał ucieczkę. A mi pękało serce. Czasem miałam ochotę się rozpłakać i powiedzieć, że dziś odpuszczamy, ale później uświadamiałam sobie, że robię to wszystko dla jego dobra. I, mimo że czasem boli to jednak ratuje życie.

Tłumaczę Stasiowi każdego dnia, że już niedługo będzie jak inne dzieci. Wiem, że się o to upomni, powie, że przecież obiecywałam. A ja, by dotrzymać obietnicy, potrzebuję Twojego wsparcia. Tylko ono jest w stanie zapewnić nam nowy start. Zdrowe serduszko to dla mojego dziecka wszystko – szansa na to, by łapanie kolejnego oddechu nie było szczytem codziennej aktywności. By dzieciństwo oznaczało radość, a nie ciągłą obawę o kolejny dzień” – czytamy na portalu siepomaga. 

 

Reklama
previous arrow
next arrow
Slider
Reklama
Slider
Reklama
Slider
Reklama
Slider
Ogłoszenie
Slider
Reklama
Slider
Reklama
Slider
Reklama
Slider
Reklama
Slider