Dziś mija  79 rocznica okrutnej egzekucji na dziedzińcu ciechanowskiego zamku.  II wojna światowa uznawana jest za największą tragedię w 1000-letnich dziejach Polski. W letnich 1939 – 1945 Niemcy zamordowali miliony obywateli Rzeczpospolitej. Na porządku dziennym były łapanki, egzekucje uliczne, niewolnicza praca, brutalne przesłuchania czy tortury. Wśród ludzi panował wieczny strach i niepewność jutra. Symbolem najokrutniejszych zbrodni popełnionych przez  okupanta stały się niemieckie, nazistowskie obozy koncentracyjne na czele z Auschwitz- Birkenau, gdzie jeńcy byli pozbawiani podmiotowości i zamieniani na numery, a potem wykorzystywani aż do wycieńczenia. Ginęli brutalnie mordowani.

Pamięć wciąż żywa

Wielu współcześnie żyjących Polaków przechowuje pamięć o swoich przodkach, którzy doświadczyli na własnej skórze okrucieństwa ostatniej wojny. Ludzie, którzy ginęli w straszliwych męczarniach, żyją we wspomnieniach swoich bliskich, którzy  zaświadczają o ich bohaterstwie i stawiają ich za przykład wierności Bogu i Ojczyźnie. Wśród zamordowanych rodaków znaleźli się Ciechanowianie Władysław i Kazimiera Grzelakowie.

Rodzina Grzelaków

Władysław i Kazimiera byli młodym, szczęśliwym małżeństwem.

–  Tata pochodził z Warszawy, potem zamieszkał w Ciechanowie, gdzie kultywował tradycje rodzinne w zawodzie rzeźnika. Mama wywodziła się z Siemiechowa z ziemi tarnowskiej. Po ukończeniu szkoły handlowej w Krakowie w 1937 roku osiedliła się w Ciechanowie, gdzie podjęła zatrudnienie u wicestarosty ciechanowskiego Franciszka Trzeciaka – wspomina córka Grzelaków Maria.

Niestety nie wiadomo, w jakich okolicznościach małżonkowie się poznali i jak zrodziła się ich wzajemna miłość. W 1939 roku zawarli sakramentalny związek małżeński, a dwa lata później na świat przyszła ich jedyna córka Maria.

Władysław i Kazimiera Grzelakowie przystąpili do polskiego podziemia niepodległościowego niemal od samego początku wojny. Należeli do Związku Walki Zbrojnej, przemianowanego później na Armię Krajową. Pod koniec sierpnia 1942 roku do domu państwa Grzelaków przy ul. Płońskiej wtargnęli funkcjonariusze gestapo.

Wydani przez Polkę

-Rodzice  zostali wydani przez Polkę, która przyjechała z gestapowcami i wskazał im dokładny adres.  Po dokonaniu rewizji zabrano ich na przesłuchanie. Zostali rozdzieleni i już nigdy się nie spotkali. Mama przesłuchiwana była w ciechanowskim i płockim gestapo, a później przebywała w obozie przejściowym w Działdowie. Przesłuchujący żądali od niej ujawienia nazwisk pozostałych członków podziemia niepodległościowego. Mimo tortur, poniżana i zastraszana, nie dała się złamać i nie wydała współtowarzyszy. Brała całą winę na siebie aby chronić męża przed podobnym losem. Niemcy mówili do niej : „ Twarda Polka”, bo konsekwentnie odmawiała podania nazwisk. Sąd doraźny w Działdowie skazał ją na karę śmierci przez powieszenie – wspomina wzruszona córka Kazimiery Grzelak.

Taką samą karę miało ponieść pozostałych 16 żołnierzy AK.

Sądny dzień nadszedł 17 grudnia 1942 roku. Jak się później okazało był to ostatni dzień w ziemskim życiu Kazimiery Grzelak i jej towarzyszy niedoli.

Egzekucja na oczach córki

W zimowy grudniowy dzień gestapowcy ustawili szubienicę na dziedzińcu ciechanowskiego zamku. Wykonanie wyroku miało być jednocześnie przestrogą dla innych, dlatego okupant spędził na zamek mieszkańców miasta i zmusił do oglądania publicznej egzekucji. Wśród mieszkańców miasta znalazła się również trzyletnia Marysia, córka państwa Grzelaków. Trzymała ją na rękach krewna. Wkrótce na dziedziniec wprowadzono skazanych śród nich: Kazimierę Grzelak, Zenobię Jelińską, Tadeusza Jureckiego i Bolesława Nodzykowskiego. Przed śmiercią jeńcy zdołali jednie krzyknąć „ Niech żyje Polska!”, gdy nagle wytrącono im stołki spod nóg i pętle na ich szyjach zacisnęły się. Zwłoki zamordowanych zostały wrzucone do dołu na cmentarzu żydowskim. Dopiero w 1945 roku można było je godnie pochować. Należy zaznaczyć,  iż  pozostałych skazanych stracono w ten sam sposób w Mławie, Pułtusku i Przasnyszu.

Co się stało z Władysławem?

Po śmierci Kazimiery Grzelak, w dalszym ciągu nie znany był los jej męża Władysława, którego gestapo zabrało do obozu przejściowego w Działdowie.

– Dzięki pracom prowadzonym przez Międzynarodowe Biuro Poszukiwań ( Internationaler Suchdienst) oraz dzięki lekturze pewnego dotychczas nieznanego listu, który wyszedł spod ręki osadzonego w obozie Auschwitz, możemy ogólnie powiedzieć, co się działo moim tatą  po aresztowaniu. W dniu 22 lutego 1943 roku przywieziony został pociągiem do obozu koncentracyjnego Auschwitz. Otrzymał tam nr 103941 i pracował w obozowej kuchni – opowiada pani Maria.

Z tamtego okresu zachował się list który, napisał do matki z dnia9 lipca 1944 roku. Został on napisany w języku niemieckim, bo tego wymagała cenzura obozowa. Informacje w nim zawarte były zwięzłe i krótkie pozbawione emocji. W liście czytamy, iż czuje się dobrze i jest zdrowy. Ma też nadzieję, że cała rodzina szybko się spotka i znów będą razem.

Wiadomo, że Władysław Grzelak przebywał jeszcze w trzech obozach. Z Auschwitz przewieziony do Dachau, gdzie otrzymał nr obozy 134514. W dniu 12 lub 14 tego samego roku osadzono go w Buchenwaldzie i nadano mu nr. obozowy 40527. Po niespełna tygodniu przeniesiono go do obozu pracy w Ohrdruf, będącego częścią obozu w Buchenwaldzie. W nieznanym bliżej terminie znalazł się we Flossenburgu. Niestety tylko tyle wiadomo na temat wojennych losów ciechanowianina. Niestety nie znana jest data ani miejsce śmieci. W dniu 19 czerwca 1950 roku Sąd Grodzki w Ciechanowie uznał zaginionego Władysława Grzelaka za zmarłego w nieznanej miejscowości.

Odznaczona Krzyżem AK

Kazimiera Grzelak po blisko 60 latach po śmieci została odznaczona Krzyżem Armii Krajowej. W uzasadnieniu napisano, że zmarła Kazimiera Grzelak ps. Kazia była łączniczką szeregową w Okręgu Ciechanów i należała do ZWZ, później AK od maja 1940 do  sierpnia 1942r. W czasie współpracowała z Franciszkiem Jureckim ps. Tatar.

Tęsknota

Mała Marysia bardzo tęskniła za rodzicami. Trudno był się jej pogodzić z tak drastyczną utratą bliskich jej osób. Dla uczczenia rodziców ułożyła wiersza, który często recytowała:

„ Moje serduszko

Choć jeszcze maleńkie, ale już sieroce i ciągle się smucę.

Bo Niemcy zabrali Mamusię, Tatusia.

I żadne z Rodziców do mnie nie powróci.

A pamiętam jeszcze – choć to się dawno stało jak Tatuś mnie całował, Mamusia pieściła,

Lecz przyszło gestapo, oboje zabrało

I żadne z Rodziców do mnie nie powróci.

Tatuś i Mamusia bardzo mnie kochali,

Lecz na pewno bardziej Polską naszą ziemię.

Kiedy nawet dla Niej życie swe oddali

Ta Ojczyny miłość wrosnąć musi we mnie”.

( Maria Kamińska)

 

Mil.

fot. archiwum Maria Kamińska

 

W artykule wykorzystano materiały udostępnione przez panią Marię Kamińską oraz informacje z notki biograficznej K. Grzelak, zawartej w publikacji E. Lewandowskiego, Ciechanowianie: szkice biograficzne, oraz dodatku do tygodnika Niedziela –  Koło niedzieli. Z 9VI 2019roku.

 

Znajdź nas na FB

Reklama
reklama-mareco-www-01
baner_DC_ciechanów (1)
Z4ioDDNw
scena-reklama-v3_5-
previous arrow
next arrow
reklama-mareco-www-01
baner_DC_ciechanów (1)
Z4ioDDNw
scena-reklama-v3_5-
previous arrow
next arrow
Reklama
koptrans-2022
Reklama
1-min
2-min
3-min
4
5-min
Reklama
Reklama Ciechanów
reklama-graw-graf
Reklama
Strony Internetowe Ciechanów
reklama-net
Ogłoszenie
ogloszenie
Reklama
trp-baner-www-min
Reklama
biuro-wasik
Reklama
cicholska